Moja dysleksja

Moja dysleksja

1920 1920 admin

W świecie szkoły, testów, klasówek, kartkówek i odhaczania kolejnych punktów programu
zdarzają się czasem potwory, których imiona zaczynają się na ‘DYS’. Jednym z najbardziej
popularnych straszydeł jest DYSLEKSJA. Ta paskudna zmora atakuje niewinne stworzenia jakimi
są uczniowie i zazwyczaj zagnieżdża się w głowach, a może po prostu w rękach niezbyt
inteligentnych osobników. Sprawia, że nie są oni w stanie napisać nic poprawnie. Podobno
uczniowie dotknięci ową zmorą nie lubią książek i generalnie nauki. Trzeba im jednak to
wybaczyć, bo oni są trochę ‘DYS-funkcyjni’ czyli można by powiedzieć tacy trochę gorsi. Należy
więc im współczuć i traktować tak jakby byli trochę głupsi, bo może i tak jest. Z dysleksją nic nie
wiadomo i przypuszcza się, że karmi się uczniowskim mózgiem. Koniec i kropka. Koniec wywodu
i ogólnej opinii na temat DYSLEKSJI, która panuje wśród nauczycieli, rodziców i uczniów.

Ktoś się może oburzyć i stwierdzić, że wcale tak nie jest, że on tak nie myśli, że tylko chce pomóc
tym biednym dyslektykom… i wracamy do punktu wyjścia. Dysleksja to takie paskudztwo,
którego nikt nie chce mieć sam, ani jako nauczyciel mieć wśród uczniów na lekcjach.

Ponad dziesięć lat temu zaczęłam pracę w szkole podstawowej i gimnazjum jako młody, pełen zapału nauczyciel języka angielskiego. Tam też spotkałam po raz pierwszy dysleksję, a właściwie tam też po raz pierwszy ktoś ją rozpoznał i nazwał po imieniu, bo ja znałam ją już dużo wcześniej. Uczyłam wówczas dziesięć klas więc kilku dyslektyków też się trafiło. Nie lubię nie wiedzieć i nie rozumieć, a przez to polegać na obiegowych opiniach i nawykach, więc zaczęłam dopytywać i
doczytywać o dysfunkcjach, a przede wszystkim o dysleksji. Nadal nie jestem ekspertem i chyba nie chcę nawet nim być, ale znam dysleksję od dawna, od podszewki. Doświadczyłam, a właściwie doświadczam jej na własnej skórze prawie każdego dnia. Jestem dorosłym dyslektykiem. Odkryłam ten fakt mając dwadzieścia kilka lat. Jak to możliwe? Dlaczego nikt tego nie zauważył, nie zdiagnozował? Nie pomógł mi?

Ktoś powie, że kiedyś nie było takiej wiedzy i troski, ale to nie prawda. Nikt przez ponad
dwadzieścia lat nie zauważył i nie nazwał mojej dysleksji, bo ja jestem zadbaną dyslektyczką. Od
zawsze moi rodzice wpajali mi, że jeśli się chce do można wszystko wystarczy znaleźć swój
sposób. Obserwując osoby ze zdiagnozowaną dysleksją oraz te, u których ja dysleksję
‘wyczuwam’ potwierdzam, że są do ludzie, którzy rozwiązują problemy niestandardowo, wiedzą
choć nie wiedzą skąd, myślą błyskotliwie jeśli tylko mają wsparcie, a nie piętno dysfunkcji.
Z dysleksją się rodzimy. Część specjalistów uważa, że jest to odmienna budowa mózgu. Jako nieekspert,
ale dyslektyk przychylam się do tej teorii. Dysleksja to nie tylko trudności w pisaniu czy
czytaniu, ale w innych sferach. Dyslektyk pokona trudności i zadziwi Cię jeśli tylko mu na to
pozwolisz.

Oto zbiór moich dyslektycznych perełek:

Jako niemowlę nie raczkowałam (dyslektycy często nie raczkują), ale znalazłam swój własny
sposób przemieszczania się ‘na fokę’ i robiłam to podobno szybciej niż raczkujące brzdące;

Kiedy już musiałam opanować alfabet szybciej nauczyłam się czytać do góry nogami. Do tej
pory robię to szybciej do góry nogami. Potrafię również pisać do góry nogami;

Uwielbiam zagadki logiczne i często rozwiązuje je błyskawicznie, a potem zastanawiam się jak
to zrobiłam. Zauważyłam, że inne osoby z plemienia dyslektyków tez tak mają 🙂

Techniki wypracowane przy nauce języka polskiego z powodzeniem wykorzystała odnosząc
sukcesy w nauce: angielskiego, niemieckiego, łaciny, włoskiego, tureckiego i perskiego. Nie
jestem poliglotką, ale ucząc się tych języków odnosiłam sukcesy. Nie jest więc prawdą
obiegowa opinia, że dyslektycy nie mają głowy do języków 😉

Nigdy nie nauczyłam się pływać żabką – podobno to też ma jakiś związek z dysleksją. Nie jest
to dla mnie powód do dumy, ale nie przeszkadza mi w korzystaniu z uroków sportów wodnych;

Czytanie było dla mnie totalną abstrakcją, ale miłość do książek wyniosłam z domu, więc
nauczyłam się zapamiętywać nie tylko treść książeczek dla dzieci, ale pamiętałam również
intonację czy to w którym miejscu należy przekręć stronę. Moja cudowna nauczycielka klasy ‘0’
zauważyła to dopiero po roku – byłam po prostu świetna 😉

Poprawne pisanie wypracowywałam mozolnie z moją mamą, której z serca dziękuję za ten trud.
To tej pory jednak zdarzają mi się ‘typowo’ dyslektyczne błędy zarówno po polsku jak i po
angielsku szczególnie kiedy jestem zmęczona. Uczy mnie to słuchania własnego ciała,
koncentracji i akceptacji błędu jako normalnego elementu w procesie uczenia się.

Dyslektycy, których uczyłam często słabo wybadali na kartkówkach z małej ilości materiału, za
to wiedli prym na egzaminach – po prostu potrafili poukładać sobie wszystko po swojemu;

Mam wrażenie, że dysleksja daje mi pewną wrażliwość na detale. Często zauważam to czego
inni nie dostrzegają i mam swoisty ‘detektor’ dyslektyków. Zauważam ich szybciej niż szklone
diagnozy

Nawet przy pisaniu tego artykułu popełniałam błędy, ale wcale nie przeszkadza mi to, bo
najważniejsze, że mogłam się podzielić z Tobą moją dysleksją. Każda dysleksja jest inna, bo
każdy z nas jest wyjątkowy. Ważne byśmy to co mamy potrafili przekuwać dla dobra swojego i
dla dobra innych.

Leave a Reply

%d bloggers like this: